

» System wieści sprawny!
2006-11-21 14:18:23 - Sl0wik
» Nowy Ordy już jest!
2006-12-24 08:40:08 - gromek
|
|
Ile biedy, tyle rapu
Hip-hop narodził się 30 lat temu w czarnych gettach USA, ale jego prawdziwe, zaangażowane społecznie serce bije już gdzie indziej: w Indonezji, RPA, Polsce! Godessa, trzyosobowy żeński skład z Afryki Południowej, wymyka się hip-hop'owym stereotypom. Za chwilę koncert, a dziewczyny nadal ubrane są w kuse bluzy od dresu i spodnie sięgające połowy łydki. Ani śladu nagich biustów ala Lil' Kim. Najwyraźniej nie mają zamiaru naśladować raperek, które bez przerw kręcą tyłkiem, jak ujęło to Bernadette Amansure, bardziej znana jako Burni. Podobnie jest z tekstami Godessy nie epatują seksem. "Siły szukaj w edukacji" - radzą w budzącym rasową dumę utworze pt. "Affirm to the Action". Dostaje się również południowoafrykańskiej polityce gospodarczej. "Stopa bezrobocia rośnie jadowicie, kogo tu obchodzi zwykłe ludzkie życie?" - pomstują sarkastycznie w kawałku "Legacy of Misery".
Politycznie zaangażowany hip-hop na dobre wyniósł się z ameryki. Ponad dekadę temu Chuck D z Public Enemy nazwał hip-hop "czarnym CNN"; adresowany do czarnych Amerykanów poruszał z ich perspektywy problemy mniejszości. Dziś ten ortodoksyjny hip-hop, rozumiany jako forma społecznego i politycznego protestu, wydaje się niemal całkowicie martwy. Dead Prez rapujący, by powstrzymać brutalność policji, nie budzi już większego zainteresowania, podczas, gdy np. Sean (P. Daddy) Combs podbija fale eteru rymami o pannach, kasie i balangach. Hip-hop w USA to tylko szpan, kasa, alfonsi i dziwki - podsumowuje Bakari Kitwana, były zastępca redaktora naczelnego amerykańskiego pisma muzycznego The Source.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - prawdziwe bastiony politycznie zaangażowanego hip-hop'u powstały w innych krajach. I to tak różnych jak Indonezja, Francja, Polska, czy Kolumbia i Grenlandia. Najgorętszą kwestią poruszaną przez hip-hop we Francji jest imigracja. W Ameryce Południowej rymuje się o biedzie, a w Afryce o AIDS. Polskie teksty hip-hop'owe opowiadają o braku perspektyw dla nastolatków z pogrążonych w marazmie blokowisk. Ale ostatnio coraz silniej zaznacza się tu nurt komercyjny, który może zagrozić ostrej społecznej wymowie tej muzyki. Kiedyś hip-hop był szczerszy - wspomina w nagraniu "Hip-hop?" jeden z liderów polskiej sceny rapowej Dizkret. "Ile jeszcze będą na nas zarabiać?" - pyta autoironicznie. On sam jednak nową płytę, nagraną wspólnie z równie znanym Praktikiem, wydał nie w małej i wołującej firmie fonograficznej, lecz w wielkim koncernie. To Ameryka i Polska. Po drugiej stronie barykady mamy światowy hip-hop, jawnie dystansujący się od dzisiejszego, skomercjalizowanego oblicza muzyki w USA. "Zupełnie bez sensu jest hip-hop ograniczony do mody i muzyki, a pozbawiony pozytywnego programu społecznego" - komentuje raper MC Shaheen z Cape Town.
Amerykański hip-hop był kiedyś zupełnie inny. Narodził się w nowojorskim Bronxie we wczesnych latach 70-tych. Miejscowi DJ'e: Granmaster Flesh, Kool Herc i Africa Bambaataa posługiwali się tą formą muzyki jako swego rodzaju ramą, łączącą nowoczesne formy artystycznej ekspresji, przede wszystkim graffiti i breakdance. Hip-hop, umownie definiowany przez cztery elementy: MC'ing, B-Boy'ing, DJ'ing oraz Graffiti, był dla członków młodzieżowych miejskich mniejszości ucieczką od gangów, narkotyków i biedy. Bambaataa przekształcił swoją bojówkę w związek Zulu Nation, który odwołując się do braterstwa i typowego dla kultury gangów koleżeństwa, skutecznie ściągał dzieciaki z ulicy. Dzisiaj Zulu Nation ma oddziały na całym świecie.
Hip-hop'owa rewolucja zaczęła się w 1982 r., kiedy Flash i jego Furious Five wypuścili numer pt. "The Message", złorzeczący na trudy życia w miejskiej dżungli. Singiel sprzedał się w setkach tysięcy egzemplarzy. W 1988 r. Public Enemy wydali Album "It takes a Nation of Millions to Hold Us Back". Różnorodność stylistyczna i czytelny dla nastolatków przekaz mówiący o walce z przemocą sprawił, że album zyskał status platynowej płyty. Obecnie nawet albumy z nurtu gangsta rapu np. N.W.A. (Niggas With Attitude, czyli Wyluzowane Czarnuchy) kupują mieszkańcy białych przedmieść. Krótko mówiąc, hip-hop stał się dominującym gatunkiem w muzyce popularnej. Około 1997 r., już po tym jak 2Pac Shakur i Christopher Wallace (znany jako Notorious B.I.G.) padli ofiarami porachunków gangsterskich, szanowani producenci w rodzaju P. Daddyego zaczęli rapować o materialnych reperkusjach sukcesu. Rzesze naśladowców rymowały o kupowaniu samochodów i kosztowności. "Hip-hop zmienił się w ten sposób w biznes" - mówi Toni Blackman, badacz kultury hip-hop'owej ze stanowego Uniwersytetu Nowojorskiego. Wszystko, od płatków kukurydzianych po herbatniki, sprzedawane jest w rytm hip-hop'owych bitów.
Począwszy od przełomowej trasy Public Enemy (1989), hip-hop zdobywał popularność na świecie. Przebiegało to jednak dwiema różnymi drogami. W krajach bogatszych za sprawą radia i telewizji miejscowy hip-hop podążał utartym amerykańskim szlakiem w stronę seksu i konsumpcji. Dennis Kraus, redaktor naczelny hamburskiego magazynu hip-hop'owego Backspin przypomina, że w Niemczech wczesne produkcje często niosły antynazistowskie przesłanie. Pod koniec lat 90-tych okazało się, że na niemieckim rapie można nieźle zarobić - wyjaśnia Kraus. I wtedy zmieniła się cała scena. W Japonii, wg słów MiMi Yagyu z tokijskiej sekcji Zulu Nation, hip-hop od początku był "biznesem, a nie ruchem społecznym". Dla japońskich fanów breakdancu, czyli b-boys i b-girls, hip-hop to wyłącznie moda. Tamtejsze witryny internetowe, Afro Sista Ground i Hip-Hop Neighbors, zamieszczają nawet instrukcje dotyczące makijażu (obowiązkowe różowe fluorescencyjne paznokcie) i strojów (chusta wokół głowy, ogromne kolczyki).
W Polsce, po dziesięciu latach od pierwszych hip-hop'owych produkcji, bunt młodych raperów nieco przygasł. Dawni kontestatorzy mają coraz większą ochotę na robienie komercyjnych karier, toteż ich teksty siłą rzeczy tracą radykalne przesłanie na rzecz wzbogacenia aranżacji nagrań o elementy jazzu, ambientu i innych gatunków muzycznych.
W biedniejszych krajach, w których hip-hop nie jest wyłącznie gałęzią przemysłu, dawny ostry styl nie został utemperowany. W Kolumbii, która jest przykładem znakomicie prosperującej andegrandowej sceny hip-hop'owej w Ameryce Łacińskiej, weterani rapu, jak La Etnnia, nagrywają teksty o biedzie, korupcji i wojnie. Amerykańskie rymy o koniaczkach i luksusowych limuzynach byłyby tu nie na miejscu, a już zupełnie fałszywie zabrzmiałyby w Afryce. "Jednym z naszych największych problemów jest bezrobocie" - mówi Evaron Orange, MC i graficiarz z Cape Town. Po co miałbym się afiszować ze złotymi łańcuchami?
Wzorem popularnego zespołu Wagosi wa Kaya z Tanzanii, Godessa wraz z innym składem z Cape Town - Moodphase Five pracuje nad własnym numerem o AIDS, który ma nakłaniać do używania kondomów. "Utworów o AIDS jest tyle, że nie sposób wszystkich zliczyć" - mówi Dola Soul, MC z Tanzanii.
Przesłanie hip-hop'owej międzynarodówki często odwołuje się do świadomości etnicznej lokalnych społeczności, podobnie jak niegdyś miało to miejsce w Ameryce. W Grenlandii działa grupa Nuuk Posse, której członkowie wywodzą się z eskimoskiego szczepu. Zespół uznawany jest za rzecznika radykalnej młodzieży, co nie przeszkodziło mu w 1995 r. zdobyć najbardziej prestiżowe nagrody kulturalnej kraju. Teksty Nuuk Posse mówią o konsternacji rdzennych mieszkańców Grenlandii, żyjących pod panowaniem Danii, pod okiem policjantów duńskiego pochodzenia, chodzących po ulicach o duńskich, a nie grenlandzkich nazwach.
We Francji z kolei raperzy byli jedną z nielicznych grup społecznych, której nie zaskoczył sukces skrajnej prawicy Jean-Marie Le Pena w kwietniowych wyborach prezydenckich. Tydzień przed pierwszą rundą Akhenaton (Philippe Fragione) z hip-hop'owej grupy IAM nagrał utwór, w którym retorycznie pytał, czy rzeczywiście Francja jest "narodem rozgoryczonych tandeciarzy" i zasługuje na kogoś takiego jak Le Pen.
Wszystko to sprawia, że niektórzy artyści hip-hop'owi sytuują się zaskakująco blisko oficjalnego nurtu polityki. Akhenaton zmobilizował francuski przemysł rozrywkowy do wypuszczenia przed drugą rundą 60 tys. kaset wideo, na których miejscowe gwiazdy rapu i rozrywki demaskowały Le Pena i jego antyimigracyjną politykę. Wychowany w slumsach Rio de Janeiro MV "Posłaniec prawdy" Bill (MV "Messenger of Truth" Bill) jest dzisiaj pierwszym raperem Brazylii i zarazem jednym z autentycznych przywódców narodu. Akhenaton ma świadomość niebezpieczeństwa, jakie czyha na raperów, którzy zaplączą się w politykę: rząd uczyni z nich karykatury działaczy opieki społecznej. Nie odbierajmy sobie nawzajem roboty - nawołuje Akhenaton. Od konstruowania akcji jest rząd. Włączamy się w nie, ale dyskretnie, gramy raczej w obronie. Emile Jansen, MC z Cape Town, uważa, że raperzy powinni obstawiać swoje własne sprawy, zamiast podłączać się pod trendy wytyczane przez polityków czy dobroczynne działania establishmentu. Tylko w ten sposób uchronimy nasz ruch przed łapami kapitalistów - kwituje MC Shaheen.
Rapowanie w ojczystym języku w wielu rejonach świata pozwoliło zachować hip-hop'owi niekomercyjny charakter. Podnosi to atrakcyjność miejscowych zespołów, ale jednocześnie ogranicza międzynarodową karierę. "Senegalscy raperzy kopiowali angielskie i francuskie rymy do czasu, kiedy grupa Daara J z Dakaru zaczęła używać dialekt plemienia Wolofów. Wywołaliśmy prawdziwą eksplozję hip-hop'u" - chwali się MC Ndongo z Daara J. We Francji odkrywcze podejście MC Solaara do ojczystego języka skłoniło rzesze naśladowców do porzucenia imitacji amerykańskiego slangu. "Nauczyciele byli zachwyceni, widząc, jak dzieciaki interesują się francuskim, jak pracują nad słownictwem, uczą się poprawnej wymowy" - zachwyca się Marie-Agnes Beau z londyńskiego oddziału French Music Bureau, agencji rządowej promującej rodzimą muzykę za granicą. "Ostatnio goście rymują w Suahili, aby pełniej wyrazić siebie" - mówi pochodzący z Dar es-Salaam (Tanzania) DJ Sebastian Maganga. Hip-hop przyjął wśród dzieciaków z getta, które uznały, że jest "bardzo suahili". Nawet w Eskimosach obudziło się poczucie swojskości. "Świetnie rapuje mi się po grenlandzku, znacznie lepiej niż po angielsku" - twierdzi John Olsen z Nuuk Posse.
Przyczyną społecznego oddziaływania hip-hop'u leży właśnie w przewadze słowa nad melodią. "Hip-hop jest jak publiczne demonstrowanie intymnego dziennika" - mówi francuski raper Rohoff. "Większość form wokalnych ogranicza śpiewaka słowami i nutami" - twierdzi Blackman z SUNY. "Wieki mijają, nim opowiesz swoją historię" - dodaje. Młodzi Afrykanie postrzegają hip-hop jako naturalną ewolucję tradycyjnej literatury mówionej. "Jeśli dobrze się zastanowić, hip-hop jest czystko afrykańskim dziedzictwem okraszonym japońską techniką, używaną przez Afrykanów, którzy zostali niegdyś uprowadzeni do podbitego kraju. Teraz znów do nas wrócił" - mówi MC Shaheen. Jednak nie dostaliśmy hip-hop'u jako gotowego do użycia zestawu: sami składamy wszystko od nowa.
Brak pieniędzy nie blokuje tych działań. Hip-hop jest tani, raper nie potrzebuje wielkich pieniędzy, żeby zrobić kawałek. Bity można skleić z czegokolwiek. Hip-hop'owe grupy z Grenlandii powołały do życia sieć wynajmu sprzętu. W Afryce domowe studia dostępne są dla wszystkich chętnych. "Dawniej musieliśmy nagrywać w łazience. Naprawdę bywa tutaj ciężko" - mówi Siyabonga Metane, MC z Afryki Południowej.
"Hip-hop latami rywalizował z muzyką ludową, która podobnie oddziaływała na szerokie rzesze społeczeństwa. W końcu zaczął być postrzegany jako odmiana folku" - mówi Kitwana. O tym, że hip-hop świetnie trafia do młodych, wiedziano już wcześniej, teraz dowiódł swojej siły przekazu. "Aby zajmować się hip-hop'em, trzeba czuć ulicę" - mówi Bonginkosi Dlamini, południowoafrykański artysta kwaito i zarazem raper. Z tym, że hip-hop nadaje świadomości etnicznej inny wymiar, zajmując stanowisko wobec współczesnych problemów - bo przecież inne odmiany folku tego nie czynią. Upraszczając AIDS nie jest tematem pieśni senegalskiego plemienia Wolofów, więc produkcje Daara J skutecznie wypełniają tę lukę.
Algierscy raperzy, jak np. Tarek z grupy BLD, uważają, że hip-hop jest bardziej współczesny niż tradycyjnie zaangażowana politycznie muzyka rai. W takich krajach jak Francja, gdzie rzesze imigrantów coraz bardziej się usamodzielniają, tekst hip-hop'owy to barometr niepokojów młodzieży. Niegdyś przeciętny młody Paryżanin mógł się odnaleźć w słowach piosenek Yves Montanda. Dzisiaj, kiedy mieszkaniec Paryża równie dobrze może być Afrykaninem z północy czy Turkiem, Montand to marny kandydat na idola. Patrząc z etnicznej i kulturowej perspektywy, wolno chyba zaryzykować twierdzenie, że hip-hop jest dzisiaj nową formą komunikacji między zupełnie nowymi ludźmi. "Nie znam młodych Murzynów czy Arabów, którzy sięgają po nasze chansons" - przekonuje Marie-Agnes Beau. Ten francuski jest zbyt... biały.
Ktoś zapyta, jak długo jeszcze światowy hip-hop zachowa antykomercyjny charakter i społeczną wrażliwość. Napięcie między ideowymi purystami i presją przemysłu rozrywkowego najlepiej obrazuje przykład Francji. To ostoja hip-hop'u wiernego swoim społecznym korzeniom, a jednocześnie atrakcyjny rynek muzyczny (hip-hop stanowi około 5% sprzedawanych we Francji płyt, dla porównania w USA opanował 10-12% rynku, w Polsce 1-3%). "Hip-hop staje się coraz bardziej profesjonalny" - przyznaje francuski raper Oxmo Puccino. Wiemy już o istnieniu urzędów skarbowych. Ale dopóki będziemy kreatywni...
Cóż... pożyjemy, zobaczymy. Na razie wielu lokalnych raperów wciąż upowszechnia swój przekaz po partyzancku: przez witryny internetowe typu not-for-profit (np. africanhiphop.com, hiphopcity.com), skąd każdy posiadacz peceta może ściągnąć muzykę i puszczać ją dalej w obieg. MC Emile rapuje o ciężkim życiu w południowoafrykańskich gettach Langa i Mitchell's Plain, ale żyją nadzieją, że jego piosenki dotrą przez Internet do szerszego kręgu słuchaczy. "Pewnego dnia, jakieś dzieciaki ze Szwecji przycupną wśród biegających wokół reniferów i posłuchają czarnej muzyki" - rozmarza się MC Emile. "Usłyszą naszą historię, dowiedzą się o Mitchell's Plain" - dodaje.
Dzieciaki pragnące wyrwać się z getta chcą, by ich głos dotarł o wiele dalej niż do pobliskiego miasteczka. Polska, Europa, cały świat - oto marzenia na miarę XXI wieku, marzenia z epoki globalizacji.
Dodano: 2004-08-26
Malcolm Beith, Katy M.
|